o mnie i o rodzinie
RSS
sobota, 16 września 2006
Zapoznanie z ogródkiem domowym :)

Cześć, tu Lisia (również znana jako jedyna w rodzinie członkinia klubu w Anglii) po raz pierwszy ale nie ostatni ;) Więc jak w temacie: Był przepiękny dzień... Rodzice poszli na długie zakupy, Alex wpuścił mnie na komputer a sam zaczął czytać... Ale kiedy rodzice wrócili dopiero się zaczęło! Mama z dumą wyjęła z bagażnika grabie. Natychmiast powiedziałam że będe grabić! Choć prawda jest taka, że jako dziecko nigdy nie mieszkałam nigdy w domu z ogródkiem i jedyne grabie/grabki jakimi się kiedykolwiek posługiwałam były przeznaczone do piaskownicy i tam właśnie ich używałam. Ale od czego ma się książki i tv. Przecież nieraz czytywałam lub oglądałam film o Marysi, która grabiła ogród. Pełna zapału pobiegłąm na górę się przebrać i minełam się na schodach z bratem, który poszedł się przywitać i natychmiast zauważył grabie. Wśiekła oznajmiłam, że to JA zajełam grabie pierwsza i to JA będe grabić. -Trudno, no to ci je zabieram - stwierdził i pobiegł z MOIMI grabiami do ogródka. Lekko zrezygnowana przebrałam się i zeszłam z powrotem na dół.Mama powiedziała; Nie martw się Lisia i rozpakuj zakupy(ponieważ mama kupiła nie tylko grabie i kwiaty ale i artykuły spożywcze) a grabienia wystarczy dla wszystkich" więc spełniłam jej polecenie i poszłam do ogrodu. Wtedy Alex wręczył mi grabie nie mówiąc mi wcale, że się zmęczył, tylko ot tak po prostu może mi je już oddać. W tym samym czasie mama próbowała zainstalować nowo kupione chryzantemy w wiszących doniczkach i rownocześnie wieszać je przed domem. Tata tymczasem walczył z kosiarką która wogóle nie miała kółek i instrukcjii tym bardziej. Więc zaczełam grabić.-Taaaaaaato nie wychodzi mi!-krzyknełam kiedy on włąśnie uruchamiał kosiarkę. I natychmiast wyłączył ją i poleciał przed dom do mamy. Poleciałam zanim zostawiając grabie i zaczełam słuchać jak tłumaczy mamie, że kosiarka jest wspaniała, unosi się na poduszcze powietrznej i ma także funkcje odkurzacza! Potem tata objaśnił mi że należy grabić poziomo a nie pionowo. Wtedy sporzałam na tą kupkę którą zagrabił Alex i pomyślałam sobie "Ha! Tyle nagrabił i już zmęczony? Ja to zrobie z osiem takich kupek i to 4x większe!"Więc zaczełam grabić i zagrabiłam jedną kupkę, trochę mniejszą niż ta mojego brata. Poszłąm na drugą stronę ogrodu i przekonałam się, żę grabienie wcale nie jest takie łatwe! Więc poczekałam aż kupka urośnie wyżej niż ta Alexowa poszłam do mamy i oznajmiłam, że się zmęczyłam i usiadłam żeby o tym napisać.I teraz wsłuchuje się w monotonny odgłos kosiarki(ma funkcje odkurzacza) którą tata zbiera pozostałę liście...

poniedziałek, 04 września 2006
Pierwsza w rodzinie czlonkimi prawdziwego klubu w Anglii!

3. wrzesnia bez watpienia przejdzie do historii rodzinnej -- dzisiaj, po kilkunastu minutach testu, pani sekretarz The Reading Royals Synchronized Swimming Club (http://www.readingroyalssynchro.ik.com) oswiadczyla:

- We would be delighted to have Karolina in our club!

Tym sposobem, Lisia zostala czlonkinia jednego z dwoch najlepszych zespolow plywania synchronicznego w Anglii, ktory wystepuje przed Krolowa i jest kuznia reprezentantek kraju w calkiem profesjonalnychzawodach w tej niezwykle widowiskowej dyscyplinie. Wypelniajac wieczorem formularz zgloszeniowy do Amateur Swimming Association, wpisalismy, ze Lisia bedzie reprezentowac Polske, ale to jeszcze odrobine na wyrost -- najpierw bedzie musiala podszlifowac forme, bo wyglada na to, ze poprzeczka ustawiona jest dosyc wysoko.

Nic zreszta dziwnego: podczas zajec sekcji plywania synchronicznego w Palacu Mlodziezy w Warszawie, grupa kilkunastu dziewczynek opiekowaly sie najpierw dwie, a potem juz tylko jedna pani trenerka. Dzisiaj widzielismy na wlasne oczy, jak to jest rozwiazane w nowym klubie Lisi: trenerek i trenerow bylo bez liku, nikt nie zajmowal sie wiecej, niz czterema plywaczkami. Nic zatem dziwnego, ze dziewczynki z tej samej grupy wiekowej sa juz niezle zaawansowane, chociaz wcale nie zaczynaly przygody z synchro duzo wczesniej od Lisi.

Aha, jest tez drugi, "drobny" powod: zajecia odbywaja sie, drobiazg,... cztery razy w tygodniu!!! Szykuje sie zatem niezla jazda (a dla Karo to nawet doslownie -- jezdzenie pomiedzy Lower Eraley i Reading), ale chyba naprawde trzeba sie bic pietami w tylek, ze Lisi podoba sie synchro, ktorego jednym z "efektow ubocznych", jak nietrudno sobie wyobrazic, jest ogolnie bardzo dobra forma fizyczna (plywanie jest zdrowe!!!) i sylwetka zdecydowanie idaca w kierunku powszechnie dzis obowiazujacych kanonow atrakcyjnosci.

Jestesmy tak podekscytowani tym sukcesem Lisi, ze na dalszy plan zeszly -- calkiem mile zreszta -- wspomnienia z wizyty w parku Chessington World of Adventure (http://www.chessington.co.uk). Spedzilismy tam ponad szesc godzin i mielismy calkiem dobra zabawe -- mnie najbardziej podobaly sie lwy morskie, ale nie jestem chyba miarodajny w opiniach, bo po prostu nie przepadam za typowymi atrakcjami wesolego miasteczka: roller-coasterem i podobnymi karuzelami, ktore poddaja ludzkie cialo przeciazeniom. Za to donaty byly tak slodkie, ze nawet ja odpuscilem po drugim!

Nomen omen: na Praterze w Wiedniu dalem sie kiedys namowic Karo i Dzieciom na wystrzelenie (mnie) w powietrze w "jaju" zawieszonym na stalowych linach. Przeciazenie bylo porownywalne z tym, jakiego doswiadczaja piloci-oblatywacze najnowoczesniejszych mysliwcow -- i to nie podczas parady nad miastem w Dniu Zwyciestwa. Do dzis jestem z siebie strasznie dumny, ze wtedy nie "peklem" i Rodzina nie uznala mnie za mieczaka. Po tamtym doswiadczeniu, zaden tam roller-coaster mnie juz nie kreci! ;-)

00:46, jj-theoneandonly
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 sierpnia 2006
Moj samochodzik

Po spotkaniu z ziemia angiejska i Piotrkiem, rzecz jasna, udalismy sie na parking pchajac dzielnie, a raczej dzielnie hamujac, bo parking byl dwa poziomy nizej, moj wozek z waliza, pokladowka, notebookiem i wieszakiem. Prawde piszac to Piotrek hamowal, ale ja dopingowalam go z takim zaangazowaniem,  ze czulam sie, jakbym sama hamowala na pochylniach.

Weszlismy na parking i zobaczylam nasz/moj samochodzik. Ma sliczny kolor, duzo ladniejszy niz myslalam z opisow Piotrka. I ma pakowny bagaznik, gdyz caly moj dobytek wszedl do niego bez klopotu. No procz wieszaka, dla ktorego trzeba bylo zlozyc tylna kanape.

- No dobra, kochanie, to daj kluczyki - juz kilka dni wczesniej zasygnalizowalam, ze planuje wracac do domu prowadzac.
- Jestes pewna?
- No coz.. Sprobuje, najwyzej sie zamienimy.
- Ale tutaj wyjezdza sie jadac waskim, zakrecajacym przejazdem, no i ten przejazd jest w druga strone..
- Moze nie bedzie tak zle - powiedzialam i wsiadlam do samochodu po stronie kierowcy, czyli pasazera.

Jedno trzeba przyznac -- na czlowieku z kontynentu siedzacemu na miejscu kierowcy, czyli pasazera, widok samochodu w srodku robi naprawde dziwaczne wrazenie. Ale czy po ludziach, ktorzy o 5 pija herbate zamiast espresso mozna bylo spodziewac sie czegos lepszego?

Probujaca przestawic fotel do przodu moja reka natrafila proznie. No tak -- dzwignia jest po przeciwnej stronie fotela. Zerknelam w lusterko tylne - widok dosc normalny. W prawe - tak samo. W lewe.. 
- Nie mam pojecia, co powinnam widziec w lewym lusterku, kochanie - powiedzialam z zaloscia w glosie. Do diabla! Dlaczego moj glos brzmi tak zalosnie. Przeciez mialam w planie wsiasc do auta, wrzucic wsteczny, wycofac a potem pewnie pojechac do domu!
- No nic, moze w trakcie jazdy okaze sie, co powinnam widziec w lewym lusterku - pomyslalam i wrzucilam wsteczny.
Oprocz tego, ze zlapalam sie na spojrzeniu do tylu przez prawe ramie, wycofalam nader zgrabnie.
Nieprzyzwyczajona do zmiany biegow lewa reka jakos wrzucila jedynke a potem nawet dwojke i pojechalam do przodu serpentyna wyjazdu z parkingu.
Bylo naprawde cool!
Bez wiekszych przeszkod (jedynie lewej rece jakos opornie wychodzilo wrzucanie biegow) wyjechalam na autrostrade. Co prawda w zlym kierunku, ale to Piotrek mi kazal!
Na autostradzie JJ powiedzial, zebym trzymala sie najbardziej lewego pasa i nie jechala wiecej niz 50 mil/h. Mnie jednak zbyl meczylo, ze nadal nie wiem, co powinnam widziec w lewym lusterku, a widok w nim wylacznie pobocza nie ulatwial rozwiazania tej kwestii. Zmienilam pas na troche bardziej prawy. To szybszy pas, wiec dostosowalam sie do innych, rzadkich o tej porze pojazdow i poruszalam sie z predkoscia jakis 75 mil/h. Piotrek zrobil sie nieco zielony, ale to chyba oswietlenie odbijajace sie od sciany zieleni rosnacej przy autrostadzie..
Ja czulam sie znakomicie, droga rowna, szerokie cztery pasy, praktycznie puste.. Chociaz temperature w klimatyzacji zmianial JJ - ja nie czulam sie na silach oderwac wzrok od jezdni a reke od kierownicy.
Potem przyszlo mi pokonac kilka rond, przez ktore popilotowal mnie maz (reka lewa wciaz nie byla pewna czy to dwojka czy czworka - czesciej czworka, niestety), potem zjazd w waska uliczke i.. bylismy calo i zdrowo pod domem!
Zaparkowalam, calkiem niezle nawet wedlug Piotrka i cala dumna i wcale nie blada wysiadlam z samochodu.

Mysle, ze ta jazda kosztowala wiecej nerwow mego meza niz mnie. Grunt to dobre nastawienie! W koncu, jesli wiekszosc kierowcow na swiecie porusza sie ruchem lewostronnym, nie moze to byc takie trudne.

No i nie jest!

wtorek, 15 sierpnia 2006
10 sierpnia 2006, czyli pierwszy raz w zyciu lot w jedna strone

Wiem, wiem -- strasznie zaniedbalam mojego bloga i Was, moi wierni czytelnicy, ale mam nadzieje, ze utrudniony dostep do internetu i duzo roboty na co dzien mnie usprawiedliwiaja...

Siedze ja sobie na N. Road, Reading, Berkshire, UK, pralka miarowo szumi z kuchni, a ja mam w sobie mocne postanowienie przelania na ekran co u nas.

Lot mialam 10 sierpnia, czyli w dniu, gdy rano policja angielska doniosla o udaremnionych zamachach terrorystycznych. Poniewaz na lotnisku mialam sie stawic po poludniu (wylot 18:25), dzien spedzilam rozdarta pomiedzy lypanie nerwowo w TVN24 a wydzwanianie do przewoznika (Centralwings) w sprawie dopuszczonego na poklad bagazu. Dochodzily tez ogromne nerwy o wieszak!
Ha! Wy nie wiecie o jaki wieszak chodzi!

Poprzedniego dnia poprosilam o pomoc w pakowaniu Basienke, zlota kobiete, pod pretekstem, ze mi sie rece trzesa za bardzo. Powod prawdziwy jest taki, ze Basienka pakuje najlepiej na swiecie!
Po zapakowaniu walizy na full okazalo sie, ze wykazuje ona umiarkowany nadbagaz -- jakies 5-7 kilo. Spoko, nie takie rzeczy na lotniskach widzieli.
Ale gdzie ja biedna powiesze swoje rzeczy w mieszkaniu Piotrka, gdzie jest tylko jedna szafa, z ktorej i tak rzeczy wylewaja sie na podloge niczym piana z pralki.
Jakbym miala ten wieszak na kolkach, ten duzy sklepowy..

No i zlozylysmy i zabezpieczylysmy wieszak - wygladal jak cos pomiedzy kulami dla Giertycha (wysokimi znaczy sie) i mumia, bo procz folii technicznej i tasmy malarskiej uzylysmy bandazy, zeby sie nie porysowal. Wygladal zachwycajaco i dawal nadzieje, ze jesli tylko uda mi sie szczesliwie uniknac wybuchu na pokladzie samolotu, nie ma innego wyjscia, jak doleciec caly!

Okolo 16-tej pojechalismy na lotnisko i ustawilismy sie karnie w kolejce ludzi do check-in Centralwings. Pan za nami usmiechal sie leciutko za kazdym razem, gdy spogladal na moj wozek z wieszakiem, ale nie wygladalo to zle -- 3 osoby w kolejce i 4 bagaze.
Do kontuaru podeszlam juz sama. Najpierw wieszak - pan nie mrugnal nawet okiem, potem waliza, potem pouczenie, ze laptopow nie mozna zabierac do kabiny -- wiec na tasme trafil plecak Della z Dellem i komorka; potem pouczenie, ze jesli w bagazu podrecznym sa kosmetyki, ich rowniez nie mozna zabierac do kabiny. I tak na tasme trafila moja pokladowka wypakowana tak, ze nie zmiescila sie w niej nawet cienka kurtka ortalionowa.
- Ma pani 50 kilogramow bagazu, wie pani? - zapytal milym, spokojnym glosem koles z check-in.
- No coz, to mozliwe, jednakze pokladowke i plecak z laptopem oddaje z powodu procedur bezpieczenstwa wprowadzonych w dniu dzisiejszym i nie zamierzam za nie placic.
- A to prosze przenegocjowac z menedzerem zmiany w stanowisku obok.
Menedzer zmiany po opanowaniu szczerego smiechu, ze jedna chudawa blondynka przekroczyla dwukrotnie limit bagazu, zaczal negocjowac oplate za nadbagaz.
Zeby nie przedluzac, napisze, ze zakonczylo sie to 200PLN zamiast 300PLN zaproponowanymi przeze mnie i zamiast 800PLN wynikajacych z regulaminu linii, oraz tym, ze pieniadze trafily do kieszeni menedzera zmiany zamiast do linii lotniczej Centralwings, ktora tylko w tym roku zanotowala 40 milionow PLN straty. Pan wsrod usmiechow, plasow i potrzasniec reka zyczyl mi milego lotu i moj wieszak, waliza, komputer i pokladowka zanurkowaly gdzies w podziemia hali odlotow, a ja -- jedynie z torebeczka -- po uscisnieciu rodzicow udalam sie do odprawy paszportowej.

Lot minal spokojnie. Jako jeden z pierwszych na tasme na Gatwick wyjechal moj wieszak, budzac dyskretne zainteresowanie reszty podroznych.
- To wieszak na kolkach, prosze panstwa - powiedzialam nie chcac, by do konca zycia musieli zastanawiac sie co tez podobnego do kul Giertycha i mumii widzieli na tasmie nr 6 lotniska Gatwick 10 sierpnia 2006 roku.
Pozbieralam reszte (imponujaca) swojego dobytku i udalam sie na spotkanie Anglii i Piotrka, rzecz jasna.

poniedziałek, 10 lipca 2006
Straszny upal

Dzis bylsmy z Lisia w WOMie (Wydzial Obslugi Mieszkancow) zlozyc dla niej wniosek o dowod osobisty. Termin jest na "za miesiac" ale mam nadzieje, ze da sie go odebrac wczesniej, bo "za miesiac" to ja mam bilet w jedna strone!

Taki dowod osobisty, to za granica wazna rzecz. Poniewaz paszport mozna zgubic, a czas oczekiwania na nowy w Londynie to od 3 do 6 miesiecy, lepiej miec drugi dokument, na ktorym mozna poruszac sie po Europie.
Bo z przyjazdem do Polski moze nie mielibysmy problemu, bo konsulat prawie od reki wystawia paszport tymczasowy, ale na nim da sie tylko wjechac do Polski, a wyjechac sie nie da.

Obecnie dziecko juz od urodzenia moze miec dowod osobisty i jego jedyna roznica w stosunku do dowodu dla doroslego, to okres waznosci -- 5 zamiast 10 lat. A oprocz tego wyglada identycznie.
Kiedys dowod osobisty potwierdzal glownie fakt, ze ktos skonczyl 18 lat, teraz -- stwierdza tozsamosc i potwierdza fakt posiadania obywatelstwa polskiego i uprawnia do przekraczania granic miedzy panstwami czlonkowskimi Unii Europejskiej

sobota, 08 lipca 2006
Cudnie leniwa sobota

Czy moze byc cos przyjemniejszego od sobotniego czytania gazet w lozku przy uspokajajacym dzwieku wlaczonego na TVN24 telewizora?

Niestety moze -- mam kly do ziemi z zazdrosci dla moich rodzicow, ktorzy moga sobie czytac gazety w cieni wielkich drzew na polanie nad jeziorem.

A ja tu sie kisze w miescie.
Ale musze, bo jutro odbieram Lisie z obozu, przepakowuje i wysylam do rodzicow. Sama zalatwiam sprawy..

środa, 28 czerwca 2006
Deed Poll Olka zwanego Alexem

Olek chcialby po przyjezdzie do Anglii oficjalnie zmienic sobie imie tak, zeby bylo przez "X".
Chce w tym celu skorzystac z DEED POLL, czyli oficjalnego dokumentu, ktory zmienia imie i/lub nazwisko czlowieka.
Przez lata chodzenia do szkoly amerykanskiej przyzwyczail sie do tego, ze podpisuje sie Alex. No i postanowil skorzystac z nadarzajacej sie okazji..


Ze strony oficjalnej poswieconej Deed Poll: By Deed Poll, you can officially change any part or all of your name. You can change your name by Deed Poll as often as you want, at any time and for any reason provided it is not for deceptive or fraudulent purposes. Applying for your Deed Poll could not be easier.  You can apply online, by post, by telephone or call.

Czyz to nie piekne? Kocham ten kraj!

Uprzedzajac pytanie, czy obywatel polski moze skorzystac z Deed Poll - oczywiscie moze. Jakis gosc na forum gazety ladnie o tym opowiedzial:

Jak chcesz, to zawsze możesz sobie notarialnie zmienić imię i nazwisko w UK (change of name by unenrolled deed poll), np. z Jan Kowalski na John Smith. Potem przerejestrować swój brytyjski podatek dochodowy w IR na John Smith, wszystko inne zostawiając jak jest. Konia z rzędem temu, kto dojdzie, który John Smith w UK to jest dawniejszy polski Jan Kowalski. To jest całkowicie legalne, brytyjskie podatki płacisz wszak dalej (jako John Smith). IR interesuje się wyłącznie tym, żebyś te podatki regularnie płacił. Home Office interesuje się wyłącznie tym, żebyś był u nich zarejestrowany pod tym samym nazwiskiem, na jakie masz paszport.

IR ma głęboko gdzieś, pod jakim nazwiskiem jesteś zarejestrowany w HO.
HO ma głęboko gdzieś, pod jakim nazwiskiem płacisz w IR brytyjskie podatki.

Jak przyjdzie po roku do uzyskiwania statusu rezydenta, który przyznaje HO, któremu jesteś znany jako Kowalski, to dostaniesz ten status jako Kowalski. To samo po pięciu latach z obywatelstwem brytyjskim. Potem już zrobisz, jak będziesz chciał - możesz sobie wyrobić paszport brytyjski na John Smith, wyjmując z szuflady deed poll, który tam leżał przez cały czas, albo wyrobić sobie paszport brytyjski na Jan Kowalski, zostawiając deed poll w spokoju w szufladzie.

Tak długo, jak długo masz tylko jeden paszport brytyjski, na jedno nazwisko, wszystko to jest legalne. Na jakie nazwisko - takie same czy inne - masz paszport polski albo paragwajski, nikogo w UK nie obchodzi, byleś nie robił żadnych szwindli wykorzystujących posiadanie paszportow na różne nazwiska oraz konsekwentnie wjeżdżał i wyjeżdżal przez brytyjskie porty i lotniska na jednym i tym samym z posiadanych paszportów. Podwójne obywatelstwo jest legalne i w UK, i w Polsce, a Wielkiej Brytanii nisko wisi, jak się nazywasz w Polsce.

wtorek, 27 czerwca 2006
Zaraz musze konczyc

Ja znow na P. - tylko tu mam dostep do netu mojego najdrozszego.

Rozmawialam z Piotrkiem, jutro idzie na 20,K. Way ogladac i mierzyc nasz domek kochany. Czy lozka pietrowe wejda do sypialni dzieci.
Angielski standard budownictwa to 7.5 stopy czyli 2.30 metra.
Strasznie nisko, no nie?
Coz, to jedno z dziwactw tego kraju..

Myslicie, ze mozna wierzyc Piotrkowi, ktory relacjonuje, ze obecny tenant twierdzi, ze kominek dziala?
To moje najwieksze obecnie zmartwienie ;)
Kominek (otwarty zreszta) przesadzil, ze uznalam, ze ten dom, to wlasnie TEN DOM.

A tytul notki wynika stad, ze za minute jest przerwa w meczu i Grzes mnie odprowadzi do samochodu, zebym na noc pojechala na Parkowa.
Ale jutro juz tu nocuje, wiec spox.

niedziela, 18 czerwca 2006
Orkiestra tusz, czyli zaczynamy

Czyzby prowadzenie bloga wplywalo na psychike i zaczelam juz o sobie pisac w pluralis maiestaticus?

Siedze sobie na P., godzina dosc pozna i rozkoszuje sie spokojem bez moich ukochanych dzieci :)

Nie moglam spac - to pewnie kawa, ktora zakonczylam owocne zakupy w Blue City.

Zapewne ciekawi jestescie, co u nas.
Pozno juz, wiec w telegraficznym skrocie:
(i) w piatek, czyli troche wczoraj a troche przedwczoraj nasze sliczne mieszkanie przestalo byc naszym domem a stalo sie mieszkaniem dla Portugalczyka o imieniu Joao
(ii) dzieci pojechaly z ukochanymi dziadkami nad ukochane jeziorko
(iii) ja rezyduje chwilowo na P. a w poniedzialek zamieszkam z dziecmi u babci

Czuje sie nieco skolowana ostatnimi dniami i postanowilam dla dojscia do rownowagi psychinczej porozpieszczac sie tak bardzo, jak sie da. Jednym ze sposobow rozpieszczania jest niewatpliwie siedzenie w internecie i nie przejmowanie sie godzina.

Coz - wynajecie mieszkania, podpisanie umowy i wyprowadzenie sie z niego jest rzecza dosc ostateczna i urealniajaca wciaz dla mnie mglista decyzje o wyjezdzie z Polski.
Co innego pracujacy Piotrek, co innego nawet kupowanie dla dzieci biletow w jedna strone na sierpien, a co innego umowa z bankiem z trzymiesiecznym okresem wypowiedzenia i wyprowadzka.
Choc w sumie nadal moze sie wszystko odwidziec i da sie odkrecic. Teoretycznie, gdybym chciala, za trzy miesiace moglabym wrocic na stare smieci na W.

Ale nie chce!

Wpis kolejny, czyli fanny rozgryza interfejs bloga..


Pozwolicie, ze Was na chwile zostawie i przekonam sie, co kryje sie pod roznymi zakladkami.
A co! ja tez musze miec jakas przyjemnosc!

Ha! Tak, jak podejrzewalam, ale nie bylam pewna - mozna zmienic wyglad bloga. To po co ja sie tak meczylam z podjeciem tej nic nie znaczacej decyzji?

Chyba jako tako wiem juz o co chodzi, reszta wyjdzie w praniu.

 
1 , 2